Predyspozycje i umiejętności w pracy z chorymi somatycznie

2015-03-12 05:10:09

Anna Demarczyk
Podejrzenie choroby, diagnoza czy jakość rokowań są pierwszym silnym stresorem, który pojawia się w życiu pacjenta. Nowa sytuacja często oceniana jest jako obciążająca i przekraczająca zasoby oraz zagrażająca dobrostanowi. Niejednokrotnie wywołuje reakcję szoku i w konsekwencji prowadzi do kryzysu, który – zależnie od głębokości – stanowi dodatkowe obciążenie lub nawet staje się główną przeszkodą w podjęciu skutecznego leczenia czy poprawy jakości życia w chorobie. Zależnie od posiadanych zasobów jednostki, stylów radzenia sobie, jakości rokowań a także od sposobu, w jaki zakomunikowana zostaje diagnoza o chorobie czy jej podejrzeniu przez lekarza, uruchamiane zostają w mniejszym lub większym stopniu różne mechanizmy obronne. Pacjent może zaprzeczać istnieniu choroby, podważać trafność diagnozy, odczuwać stan wewnętrznego chaosu, lęk i bezradność niejednokrotnie potęgowane niezrozumieniem skomplikowanych informacji medycznych, przewidywanymi niedogodnościami leczenia czy strachem przed jego niepowodzeniem. Wszystko to stanowi dodatkową przyczynę wyczerpania, dekoncentracji uwagi, zaburzeń snu. Powracające, najczęściej negatywne myśli o chorobie i lęk przed śmiercią stanowią przyczynę pogorszenia nastroju i mogą prowadzić do depresji. Stany te mogą mieć różne nasilenie, zależnie od kondycji psychofizycznej pacjenta i fazy kolejnego kryzysu w zmaganiu się z chorobą. Pojawiają się wręcz nierozłącznie wraz z nią i, tak jak choroba somatyczna może generować nasze psychiczne niedyspozycje, tak pogorszenie kondycji psychicznej wpływa na proces zdrowienia fizycznego i jakość tego procesu. Można odnieść wrażenie błędnego koła, którego przerwanie najczęściej wykracza poza możliwości pacjenta. W łagodzeniu skutków takiej sytuacji czy zapobieganiu nasilania się jej bardzo pomocne jest (oczywiście przy założeniu odpowiedniej opieki medycznej!) wsparcie ze strony rodziny oraz grup samopomocowych. Tego rodzaju wsparcie jednak musi być dostosowane do potrzeb danej osoby, nawet bowiem przy założeniu dobrych intencji zarówno jednej jak i drugiej z tych form wsparcia, bywa że niosą one za sobą negatywne skutki, wynikające z faktu, że są to osoby, grupy nieprofesjonalne. Nie oznacza to oczywiście, że są niewskazane. Wprost przeciwnie; troskliwa opieka ze strony bliskich i towarzyszenie w chorobie oraz pomoc w przezwyciężaniu jej skutków stanowią ogromny zasób w otoczeniu pacjenta. Różnego rodzaju grupy samopomocowe i fora internetowe zrzeszające osoby dotkniętę tą samą jednostką chorobową są miejscem, gdzie pacjent może porozmawiać z innymi osobami w sposób niepowtarzalny, bo z perspektywy kogoś, kto zmaga się często z dokładnie tymi samymi problemami lub posiada informacje i sposoby radzenia sobie, które ułatwiają ich rozwiązanie i poszukiwanie własnych metod radzenia sobie z nimi a jednocześnie pozwalają na uniknięcie narażenia się na popełnianie niepotrzebnych błędów. Często dla rodziny jednak choroba pacjenta jest równie zaskakującą informacją jak dla niego samego i towarzyszą temu wydarzeniu ogromne emocje, potrzeba mobilizacji i reorganizacji dotychczasowego życia. Grupy wsparcia pojawiają się w życiu pacjenta również z czasem, najczęściej już w dalszym etapie życia z chorobą. Wydaje się więc, że w tym trudnym momencie bezpośrednio po przyjęciu informacji o postawionej diagnozie pacjent nie do końca ma możliwość odreagowania i przeanalizowania swej sytuacji w warunkach, które pozwalają na zminimalizowanie poczucia lęku, bezsiły, krzywdy czy niezrozumienia, które tak często są pierwszymi pojawiającymi się emocjami w nowym dla niego położeniu. Jeśli więc błędne koło dotyczy sfery psychosomatycznej, to, oprócz interwencji medycznej, równie niezbędna wydaje się profesjonalna pomoc psychologiczna. Kim więc będzie profesjonalny wspierający? Moim zdaniem głównymi cechami, którymi powinien dysponować psycholog lub terapeuta praktykujący w tej dziedzinie psychologii są: poradzenie sobie z własnym lękiem przed chorobą i śmiercią, poczucie sensu życia oraz autentyczność. Do pewnego momentu życia chętnie pozwalamy się uwieść przekonaniu o własnej nieśmiertelności i niezawodnym zdrowiu. To przyjemne przeświadczenie jest jednym z dobrodziejstw wieku dziecięcego, który wielu rzeczy nam oszczędza i pozostawia w nieświadomości sporo czekających nas trosk życia dorosłego. Nie wszystkie negatywne doświadczenia, przed którymi ostrzega nas wychowanie i edukacja muszą przypaść nam w udziale, gdy dorośniemy i osiągniemy samodzielność, a jednak spora część naszego przygotowania do życia polega właśnie na „zabezpieczaniu” się, zbieraniu zasobów na różnego rodzaju zagrażające nam okoliczności od potknięcia się na chodniku po symulacje dotyczące kryzysu ekonomicznego. Dowiadujemy się jak radzić sobie z życiem codziennym i złamanym sercem, co zrobić w razie przeziębienia i jak najlepiej ulokować pieniądze, który zawód będzie tym właściwym, jak prowadzić samochód itp. Znam osoby, które choć jeden z wymienionych i im podobnych problemów w życiu ominął, ale nie znam jak dotąd żadnej nieśmiertelnej. Jest to więc problem dotyczący nas wszystkich, a odnoszę wrażenie, że do momentu bezpośredniego nim zagrożenia, nie mówimy o nim prawie wcale. A już z całą pewnością nie w kontekście, który mam tutaj na myśli. Chcąc zrozumieć dlaczego to tak powszechne zjawisko, zastanowiłam się dlaczego ja tak robię. Okazało się, że samo myślenie o tym, że nie myślę o śmierci było już dość dyskomfortowe. Ten fakt był wystarczającym powodem, by się z tym zmierzyć. Nie była to krótka ani łatwa droga, ale zaprowadziła mnie do uświadomienia sobie ogromnego lęku przed śmiercią. Kiedy jednak to uświadomienie nastąpiło nie było już tak łatwo wyprzeć tej myśli i wrócić do poprzedniego stanu. Dużo bardziej oczywistym i łatwym zarazem stało się szukanie rozwiązania poprzez stawienie czoła myśli o własnej śmierci. Traktując psychologię i całą zdobytą z tej dziedziny wiedzę (w wyniku niekończącej się edukacji) jako narzędzie do osiągania zamierzonego przez pacjenta celu, staram się pamiętać, że to narzędzie ma służyć osobom, które spotykam na swej zawodowej drodze a nie odwrotnie – jednym z zagrożeń dla profesjonalizmu może być pokusa wykorzystania klienta, dla sprawdzenia przydatności i skuteczności poznanych technik psychologicznych. Powyższe zdanie dobrze oddaje katastroficzny efekt zatracenia podmiotowości pacjenta w relacji z nim. A to właśnie pacjent i jego sytuacja określają rodzaj pomocy, którą chce i jest w stanie przyjąć.
Popularność: 48    Powrót

Komentarze

Więcej komentarzy na forum link


Tytuł
Odpowiedź
Imię/Nick
Wpisz kod z obrazka
Captcha

Załóż konto za darmo

Psycholog Klient
lub zaloguj
facebook
Co możemy zmienić na DobryPsycholog.pl?
aby lepiej odpowiadał Twoim potrzebom